„Dary bogów”, czyli słowiański epos

Rozmowa z Witoldem Jabłońskim, autorem książki „Dary bogów”

 

Zacznijmy od tego, czym właściwie są „Dary bogów”. Czego czytelnik może się spodziewać po książce?

Można potraktować ją jako zbiór opowieści, wzbogacony o aparat naukowy: obszerne Wprowadzenie, zawierające zarys obrazu Słowiańszczyzny w dawniejszej literaturze i historiografii oraz moje własne propozycje koncepcyjne, w dalszej części książki znajdują się biogramy występujących w niej bóstw, a także krótki artykuł Ratomira Wilkowskiego prezentujący kalendarz rodzimych obrzędów. Ideą przewodnią książki było przekazać obecną wiedzę na dany temat w sposób przystępny nawet dla nieprzygotowanego merytorycznie czytelnika.

 

Skąd inspiracja do napisania nowej wersji „słowiańskiej mitologii”. Jak Pan wpadł na pomysł książki?

We Wprowadzeniu do „Darów bogów” wymieniam trzy książki, które najbardziej na mnie wpłynęły: „Mitologia Słowian” Aleksandra Gieysztora, „Niesamowita Słowiańszczyzna” Marii Janion i „Religia Słowian” Andrzeja Szyjewskiego. Te właśnie prace uświadomiły mi, że istnieje w tym aspekcie luka kulturowa i literatura piękna oraz popularnonaukowa ma tu sporo do nadrobienia. Sam temat zajmował mnie jednak od bardzo dawna. Pamiętam, że już w czasach licealnych, zaczytując się po raz n-ty „Mitologią” Parandowskiego, zastanawiałem się, czemu nie ma podobnej pozycji w odniesieniu do mitologii rodzimej i dlaczego tak mało dowiadujemy się o niej w szkole. Jak widać świadomość poważnego braku naszej literatury, swego rodzaju „białej plamy”, przedchrześcijańskiej rzeczywistości wymazanej ze świadomości zbiorowej, narastała we mnie długo, powoli, lecz coraz intensywniej, wzbogacona dodatkowo przez wspomniane lektury. Ostatecznym rezultatem owego procesu są właśnie „Dary bogów”.

 

Czym są tytułowe „dary bogów”?

Najlepiej, gdyby na to podstawowe pytanie odpowiedział sobie sam czytelnik. Mogę jedynie podpowiedzieć, że kolejne opowieści bajarza zawierają w sobie pewną naukę moralną i filozoficzną wykładnię, tłumaczącą sens życia i istnienia świata, bo taka była przecież odwieczna rola mitów. W sensie fabularnym możemy zaobserwować, jak nasi bogowie wpływają na kolejne aspekty człowieczego bytowania, dając ludzkości różne elementy życia, jak miłość, rozumna praca, poczucie lojalności, przyjaźni, współpracy itd. Istnieje też druga, ciemna strona egzystencji, jak choroby, kataklizmy, losowe nieszczęścia, z którymi człowiek musi się zmierzyć za pomocą determinacji przetrwania i silnej woli, a czasem też posługując się mroczną magią, jak kończąca cykl opowieści Jaga, która otrzymuje ten dar od Welesa. Światło i ciemność zmagają się ze sobą nieustannie, naprzemiennie zyskując przewagę, podobnie jak to się dzieje w przyrodzie, a kołowrót dziejów toczy się niepowstrzymanie w rytmie pór roku, przynosząc nowe życie, ale też śmierć. Taka jest podstawowa myślowa wykładnia tej książki, aczkolwiek każdy czytelnik może także wysnuć z niej własną naukę.

 

Kilka słów na temat „The making of Dary bogów”? Czyli jak wyglądała praca nad książką, skąd czerpał Pan pomysły, na jakich innych książkach się Pan oparł?

Omawiam tę kwestię we Wprowadzeniu, na końcu książki jest też lista lektur, z jakich korzystałem. Nie miałem tak luksusowej sytuacji jak np. Neil Gaiman, który pisząc „Mitologię nordycką”oparł się na jednym, za to niepodważalnym źródle, jakim jest „Edda”. Z konieczności musiałem czerpać z różnorodnych materiałów, często strzępków informacji, które uzupełniłem własnymi przemyśleniami. Od początku miałem koncepcję, by ta książka zawierała podstawowy pakiet naukowych informacji, zgodnych z wiedzą, jaką obecnie dysponujemy, czyli aby miała też walor edukacyjny, przystępny nawet dla zupełnego laika. Jeśli zaś chodzi o część literacką, tj. zbeletryzowaną rekonstrukcję naszych mitów, napisałem ją w trzy miesiące w jednym przebłysku natchnienia, bo jak już wcześniej mówiłem, temat długo dojrzewał w moim umyśle.

 

Czy praca pisarza nad „słowiańskimi mitami” różni się jakoś od pracy historyków, religioznawców, etnologów?

Oczywiście pisarz może sobie pozwolić na więcej fantazji i wysnutych z niej domysłów, niż zawodowy historyk. Starałem się jednak utrzymać moją wyobraźnię w pewnych sensownych ramach. Niczego w zasadzie nie zmyśliłem, co najwyżej ubarwiłem, aby narracja była atrakcyjna dla dzisiejszego czytelnika, zwłaszcza młodego, wychowanego na komiksach, grach komputerowych i japońskich anime. Zamieściłem też krótki komentarz przy każdej opowieści, ujawniający, skąd zaczerpnąłem konkretne motywy. Pogłębiłem także psychologicznie postacie bóstw. W moim ujęciu nie są tylko symbolami pewnych żywiołów albo życiowych postaw, ale mimo posiadania nadludzkich mocy są w swoich motywacjach i zachowaniach bardzo ludzcy, trochę jak np. greccy bogowie. Tak sobie wyobrażam, że dla naszych przodków bogowie nie byli jakimiś odległymi, niepoznawalnymi postaciami, lecz istotami bliższymi człowiekowi, skoro ich codzienna działalność w zjawiskach przyrodniczych była widoczna i wyczuwalna. Pojawiało się proste myślenie, że skoro wybucha pierwsza w roku burza, Perun znowu walczy ze Żmijem, uwalniając wiosenne wody. Nie wymagało to żadnych skomplikowanych dociekań teologicznych, bo dla ówczesnych ludzi było najprawdopodobniej oczywiste, jak fakt, że po nocy przychodzi dzień…

 

Jak w tym wypadku wyglądało „poszukiwanie mitów pierwotnych”?

W tym wypadku nie było to akurat trudne zadanie, gdyż te najbardziej podstawowe zostały wyczerpująco omówione i skomentowane najpierw przez Aleksandra Gieysztora, a potem przez Andrzeja Szyjewskiego i przedstawione na bogatym tle porównawczym z innych mitologii. Łącząc różne elementy należało jedynie być czujnym, aby opowiadane historie były w miarę spójne, a świat przedstawiony dość konsekwentny, co było już moim zadaniem.

 

W ostatnich latach mamy istny wysyp książek o Słowiańszczyźnie. Czym wytłumaczyć tę nagłą modę na słowiańskość, na mitologię Słowian?

Nie wiem, czy to kwestia mody. Wydaje mi się, że od dawna istniał głód takiej tematyki, o czym świadczyła nieustająca popularność choćby „Starej baśni” Kraszewskiego czy „Dagome iudex” Nienackiego. Powodzenie, z jakim spotkał się mój cykl „słowiański” – „Słowo i miecz”, „Ślepy demon. Sieciech”, obecnie w przygotowaniu kolejna część: „Ślepy demon. Zbigniew” – zdjęło, śmiem twierdzić, z naszej literatury „klątwę Sapkowskiego” wyrażoną w głośnym niegdyś (1993), a obecnie mocno zdezaktualizowanym eseju „Piróg” i przetarł szlaki dla innych młodszych autorów, którzy coraz śmielej sięgają do rodzimej mitologii i demonologii. Być może obawa przed kulturowym rozmyciem się w strukturach Unii Europejskiej sprawiła, że pojawiło się pragnienie sięgnięcia do przedchrześcijańskich korzeni, tym razem poza domeną tradycji katolickiej. Taką hipotezę ukułem na własny użytek, nie pretenduję zatem do miana wyroczni. W każdym razie jest faktem, że nowi twórcy wyzbyli się w tym względzie kompleksu niższości i z prawdziwym entuzjazmem penetrują ową „ziemię (dotychczas) nieznaną”, osiągając często bardzo ciekawe rezultaty, jak np. Marta Krajewska, Paweł Majka czy Artur Olchowy.

 

Czym „Dary bogów” różnią się od innych, wcześniejszych prób beletryzacji mitów słowiańskich?

Niezręcznie mi jest wypowiadać się o wcześniejszych dokonaniach kolegów, stwierdzę więc tylko, co następuje: rekonstruując nasze mity opierałem się wyłącznie na rzetelnych źródłach i poważnych opracowaniach, unikając jak ognia wszelkich wątpliwych, niedostatecznie udowodnionych koncepcji. Starałem się ubarwić opowiadane historie, czyniąc z ich opowiadacza konkretną, uchwytną psychologicznie i obyczajowo postać, co jak sądzę wzbogaciło narrację. Duże powodzenie wersji słuchowiskowej, w której w postać Bajarza wcielił się znakomicie Wiktor Zborowski, a w postacie bóstw cała plejada świetnych aktorów, zaświadczyło, że jest to materiał barwny i ciekawy dla dzisiejszego odbiorcy, jeśli podejdzie się doń profesjonalnie i bez kompleksów.

 

Jacy naprawde byli Słowianie? We Wprowadzeniu daje Pan obraz światopogladu, obyczajowości Słowian. Czy nie za bardzo idealizujemy czasem Słowian? A może każdy wyobraża ich sobie na swój obraz i podobieństwo?

Jacy nasi przodkowie byli „naprawdę”, tego zapewne nigdy się już nie dowiemy, chyba że wynaleziony zostanie wreszcie wehikuł czasu. Dysponując niestety dosyć fragmentarycznymi informacjami, możemy tylko snuć domysły i pewne rzeczy sobie wyobrażać. We Wprowadzeniu przedstawiłem własną koncepcję, pragnąc zerwać z pokutującym w dawniejszej literaturze, zarówno pięknej jak i popularnonaukowej, obrazem Słowianina jako poczciwego, lecz mało rozgarniętego kmiotka. Próbuję przedstawić pozytywne aspekty wizji świata przedchrześcijańskiego i ukazać naszych przodków jako ludzi myślących, mających swój życiowy światopogląd. Główną inspiracją była dla mnie praca Andrzeja Szyjewskiego. Uważny czytelnik znajdzie jednak również bardziej mroczne elementy słowiańskiego bytowania, nie jest to zatem, jak sądzę, obraz przesłodzony i nadmiernie wyidealizowany. Raz jeszcze jednak powtórzę, iż rekonstruując tamten czas skazani jesteśmy w dużym stopniu na własne wyobrażenia i ostrożnie stawiane hipotezy, oparte np. na zgromadzonych przez wieki materiałach etnograficznych.

 

Często się słyszy narzekania na to, że w programach szkolnych, w świadomości społecznej mitów słowiańskich jest za mało. Ale po co właściwie potrzebna nam Słowiańszczyzna?

A po co nam powietrze? Zaczyna się o nim mówić dopiero wtedy, kiedy go nam brakuje. Coś podobnego stało się w ostatnich latach ze Słowiańszczyzną: pojawił się popyt na nią, ludzie zaczęli jej łaknąć jak powietrza. Uważam powrót do własnych kulturowych korzeni za pozytywne zjawisko, zapewniające nam godne miejsce wśród innych narodów. Nie mamy się czego wstydzić i powinniśmy z godnością prezentować światu nasze dziedzictwo. (Nb. wersja słuchowiskowa „Darów” została niedawno przetłumaczona na niemiecki i trwają prace nad jej realizacją). Równie dobrze można by pytać, po co Anglikom czy Amerykanom kolejne realizacje filmowe legend arturiańskich? A było ich chyba z 50 albo i więcej… Nasza polska tragedia została świetnie niegdyś zdiagnozowana przez Zoriana Dołęgę-Chodakowskiego: „kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi”. Na szczęście ostatnio zaczęliśmy się pod tym względem zmieniać i rozumieć, że nasza tajemnicza i mało znana w świecie oraz nam samym Słowiańszczyzna może być dla odbiorców zachodnich nie mniej ciekawa i egzotyczna, jak odkryta sto lat temu japońszczyzna. „Wiedźmin” Sapkowskiego i gry do niego nawiązujące niewątpliwie przetarły szlaki, warto zatem podążyć tym tropem.

 

Na koniec pytanie o najbliższe plany wydawnicze. Nad jakimi powieściami aktualnie Pan pracuje?

Po trzech latach posuchy (gdyby bowiem poprzedni, a teraz już były, wydawca „Darów” nie zawalił sprawy, książka ta byłaby jedną z pierwszych tego rodzaju na naszym rynku wydawniczym, teraz musi się mierzyć z coraz bardziej przyrastającą konkurencją) ten rok mogę określić jako rok urodzaju. W przygotowaniu są jeszcze dwa tytuły: powieściowa wersja słuchowiska „Popiel, syn popiołów”, zaprezentowanego w marcu na platformie audioteka.pl i druga część „Ślepego demona”. Premiery obu książek są zaplanowane na jesień. W obu tych utworach prezentuję właśnie bardziej mroczną, niesamowitą stronę Słowiańszczyzny, rewidując przy tym narodowe legendy, które w ubiegłych stuleciach zostały sprowadzone do poziomu mdłych dziecinnych bajeczek, choć kiedy się w nie wczytać, są to opowieści pełne grozy i krwi, nie ustępujące pod tym względem sagom skandynawskim lub „Grze o tron”. Audioteka zamówiła też u mnie kontynuację, jakby spin-off opowiadający o Wandzie i Ziemowicie, do której się właśnie przymierzam. Premiera słuchowiska nastąpi na początku przyszłego roku, potem pojawi się też wersja książkowa, opublikowana tak jak poprzednie przez Genius Creations. Razem z „Darami” i „Popielem” będzie to swoista słowiańska trylogia, prezentująca nowe wersje mitów i legend zakorzenionych w naszej zbiorowej narodowej świadomości.

Dziękuję za rozmowę.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s