„Religie dawnych Słowian” D.A. Sikorskiego, czyli… errata do Gieysztora

Niedawno ukazała się książka D.A. Sikorskiego pt. „Religie dawnych Słowian. Przewodnik dla zdezorientowanych” (Poznań 2018). Przez wydawcę (Wydawnictwo Poznańskie) jest promowana jako „cała prawda o słowiańskiej religii”. O tym, jak widzi religię Słowian, jak ocenia stan badań i co sądzi o innych badaczach Słowiańszczyzny, zapytałem autora, prof. UAM dra hab. Dariusza Sikorskiego.

– Co spowodowało, że zajął się Pan badaniami nad wierzeniami i religią pogańskich Słowian?

Po pierwsze ciekawość, a po drugie skomplikowana od strony badawczej materia, która stawia poważne wyzwania przed historykami.

– W 2018 r. wydał Pan książkę pt. Religie dawnych Słowian. Polski czytelnik interesujący się tą tematyką nie znajdzie tu opisów barwnych słowiańskich świątyń, panteonu, bogatych mitów itp. Dlaczego?

Odpowiem przewrotnie: dlaczego miałby się znaleźć? Bo w większości innych prac na ten temat znajdują się bogate w szczegóły opisy? Najprostszym sposobem na zaspokojenie pragnień czytelnika byłoby zacytowanie fragmentów samych opisów świątyń i rytuałów, jakie znajdujemy w źródłach z epoki. Tyle że to utrwaliłoby przekonanie, że owe opisy są realistycznym oddaniem rzeczywistości w takim sensie, w jakim współczesny antropolog opisuje przebadane przez siebie kultury. Ani Thietmar, Gramatyk Saxo czy inni autorzy nie byli antropologami, a ich teksty nie miały być wiernym zapisem kultury Słowian na użytek późniejszych pokoleń.

W książce, z racji jej przeznaczenia, nie mogłem szerzej uzasadnić wątku dotyczącego kwestii związanych ze skomplikowaną problematyką krytyki źródeł pisanych zawierających informacje odnoszące się do wierzeń Słowian.

Wyobrażenia niektórych współczesnych studentów o islamie są pełne błędnych stereotypów, mimo że mają pełny dostęp do informacji. Przecież są nie mniej wykształceni niż Thietmar czy Saxo (matura) i wyposażeni w smartfony! Gdyby z jakiegoś powodu zmusić tych studentów do spisania (bez wsparcia smartfonem) tej wiedzy, to można by nad efektami boki zrywać ze śmiechu (tu przemawia przeze mnie doświadczenie dydaktyczne).

– Jakich wątków związanych z przedchrześcijańską religią Słowian nie rozwinął Pan w swojej książce? Inaczej mówiąc, co by się w niej znalazło, gdyby nie ograniczenia objętości i charakter popularnonaukowy narzucony przez wydawnictwo?

Przede wszystkim te, które już są, zostałyby rozszerzone i uzbrojone w solidny aparat naukowy. Niektóre z nich rozbudowałbym (pod względem objętości) nawet kilkukrotnie. Jednak wówczas byłaby to książka dla bardzo wąskiego grona czytelników. Nawet w wersji popularnonaukowej przydałoby się więcej przykładów ilustrujących konkretne problemy. Z pewnością niektóre partie zostaną opublikowane w pełnej postaci w czasopismach naukowych. Na początek należy polskiemu czytelnikowi przedstawić stan dyskusji nad wpływem twórczości Mircea Eliadego na badania nad religiami strefy barbaricum, jako dopełnienie mojego tekstu o Georgesie Dumézilu.

– Jednym z problemów, które Pan porusza, jest podział badaczy na „optymistów” i „pesymistów”. Skąd on się wziął?

Podział taki można dostrzec niemal we wszystkich problemach badawczych podejmowanych przez historyków. Nie jest on specyficzny tylko dla problematyki wierzeń słowiańskich czy szerzej wierzeń ludów ze strefy barbaricum. Jednak w niektórych wypadkach – i tak jest tutaj – jest on bardzo wyraźnie zarysowany. Tym, co różni „optymistów” od „pesymistów”, jest zasadniczo różna ocena możliwości poznawczych dostępnych źródeł i metod ich interpretacji.

– Co to jest subkrytycyzm i na czym on polega w badaniach nad pogańskimi Słowianami?

Widzę, że posłużył się Pan terminem ukutym przeze mnie na potrzeby rozważań o tzw. hiperkrytycyzmie. Tekst ten, już znacznie wcześniej przygotowany, opublikowałem dopiero w księdze pamiątkowej ku czci prof. Elżbiety Kowalczyk-Heyman. Łączy ona kompetencje historyka i archeologa, a przy tym zachowuje wysoki standard metodyczny w swoich badaniach. Natomiast jej „wadą” jest, że potrafi dostrzec braki metodyczne w pracach innych uczonych, a do tego jeszcze nie zachowuje tej wiedzy dla siebie i grona znajomych, ale je publikuje w licznych recenzjach, niekiedy wręcz miażdżących. Z tego powodu przylgnęła do niej – w intencji niepochlebna – łatka hiperkrytyczki, czyli badacza, który – zdaniem „pokrzywdzonych” – zbyt przesadnie dba o metodę historyczną. W zamyśle takie etykietowanie ma osłabić wymowę zarzutów stawianych wielu pracom. Subkrytyka to nic innego jak niedo­chowanie istniejących standardów krytyki źródeł (i literatury przedmiotu) przez systematyczne, a niekiedy i świadome ich nierespektowanie. Często jest to po prostu efekt braku umiejętności przeprowadzenia krytyki według obowiązujących zasad, jednakże bez ich jawnego kwestionowania. Postawa subkrytyczna w badaniach nad wierzeniami Słowian jest dość powszechna. Dam jej najprostszy, aczkolwiek nie odwołujący się do konkretnej sytuacji przykład. Często archeolodzy w publikacjach ze swoich badań ogłaszają, że ich zdaniem jakiś odkryty obiekt jest pozostałością miejsca kultu religijnego. Wniosek taki jest następnie przejmowany przez czytelników tych publikacji, bo „skoro archeolog kopał, to wie najlepiej” (cytat z oryginalnej opinii). Jeżeli ktoś zbierze tego rodzaju dane ze wszystkich badań, to mogą one stać się podstawą (jeśli będą to dość liczne przypadki) do uznania, że życie religijne przedchrześcijańskich Słowian znajduje bogate wsparcie w materiale archeologicznym. Niestety niewielu zadaje sobie trud, aby zaraz na początku zadać sobie podstawowe pytanie: czy przesłanki, na których archeolog formułuje swój wniosek odnośnie konkretnego obiektu, są wystarczające. Według mnie nie mamy ani jednego obiektu w Polsce, który można by z wystarczającym prawdopodobieństwem uznać za pozostałości przedchrześcijańskiej świątyni. Budujące są przykłady tych archeologów, jak Sławomir Moździoch i Tomasz Sawicki, którzy sami potrafią dokonać krytycznej rewaluacji swoich poglądów odnośnie obiektów wcześniej uznawanych za pozostałości świątyń czy miejsc kultu. Bywa to trudne. Dwa najnowsze teksty Tomasz Sawickiego odnoszące się do kamiennego kopca z Gniezna pokazują, że pożegnanie się z własnymi pomysłami nie jest łatwe i wymaga „długiego trawienia”. Jak ostatnio usłyszałem od mojego kolegi: „praca naukowa przypomina kiszenie ogórków: musi się odleżeć”.

– W „Religiach dawnych Słowian” dużo miejsca zajmuje krytyka książki A. Gieysztora „Mitologia Słowian” i teorii G. Dumézila…

Każdy badacz, podejmując jakiś temat, musi się ustosunkować do osiągnięć poprzedników, choćby po to, żeby uzasadnić potrzebę napisania na dany temat raz jeszcze. W wypadku książki Gieysztora mamy do czynienia z pracą, która wywarła szczególnie mocny wpływ na dominujące obecnie postrzeganie tego problemu. Stąd potrzeba poświęcenia jej nieco więcej miejsca. Z kolei sam A. Gieysztor wypracowywał swoją koncepcję w nawiązaniu do prac G. Dumézila, dlatego należy wskazać obecne miejsce tej koncepcji w religioznawstwie i badaniach indoeuropeistycznych – co też zrobiłem. Muszę przyznać, że skutek jest mizerny, bo Paweł Szczepanik w „Słowiańskich zaświatach”, książce opublikowanej niemal równocześnie z moją, współczesnym stanem dyskusji nad koncepcją G. Dumézila się nie przejmuje i referują ją za… A. Gieysztorem. Nawiasem mówiąc, obaj, a także dużo piszący o religii Słowian Kamil Kajkowski pochodzimy z tej samej miejscowości, z Bytowa na Kaszubach.

– Czy zgodziłby się Pan profesor z tym, że dyskusja naukowa na temat religii Słowian właściwie zaniknęła po Gieysztorze i Łowmiańskim?

Nie zaniknęła. Wprawdzie prace tych dwóch badaczy na długo wyznaczyły pole do dyskusji, ale dyskusja trwa nadal. Niekiedy nie wszystkie głosy, które się pojawiły, są ogólnie znane. Na przykład prace syntetyczne Leszka Moszyńskiego są często pomijane (albo cytowane z drugiej ręki za jedyną polską recenzją). Z jednej strony wynika to z tego, że były publikowane wyłącznie po niemiecku. Choć nie jest to jedyny powód, bo po polsku opublikował również kilka ważnych tekstów. Z drugiej strony były one niewygodne dla zwolenników dominującego paradygmatu wyznawanego przez zwolenników ujęcia A. Gieysztora.

– Jakby Pan określił aktualny stan badań nad tym zagadnieniem?

Całkowity zamęt. Sądzę jednak, że wizja wczesnych dziejów Słowiańskich z bardzo silną rolą wierzeń religijnych i ich instytucjonalizacją, która jeszcze była widoczna dekadę temu, zaczyna słabnąć. Nikt ze współczesnych badaczy nie traktuje np. elukubracji B. Rybakowa poważnie, przynajmniej ci, którzy je przeczytali. Odnośnie ziem polskich wizja roli wierzeń ujawniająca się w pracach Zofii Kurnatowskiej, a szczególności w wielkiej syntezie Michała Kary z 2009 roku nie znajduje gorliwych kontynuatorów. Wbrew intencjom tego ostatniego badacza jego książka pokazała, że konsekwentne posługiwanie się kryteriami archeologicznymi stosowanymi przez archeologów w badaniach nad wierzeniami Słowian prowadzi do oczywistych absurdów.

– Czy ma Pan jakieś plany badawcze? Będzie Pan kontynuował badania nad Słowiańszczyzną?

Już wspomniałem o najbliższych planach w perspektywie roku/dwóch, a co do dalszych, to wolę się nie wypowiadać. Jednak mam poczucie, że oddając czytelnikom książkę z dość kontrowersyjnymi dla niektórych badaczy tezami, niejako zaciągnąłem u nich zobowiązanie do ich gruntowniejszego uzasadnienia w obszerniejszej publikacji naukowej.

– Dziękuję za rozmowę.

 

Autor tekstu: Michał Łuczyński

Jeden komentarz na temat “„Religie dawnych Słowian” D.A. Sikorskiego, czyli… errata do Gieysztora”

  1. Jestem w trakcie czytania książki pana profesora Sikorskiego i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że historycy i innej maści humaniści trawieni są identyczną chorobą co lekarze. Ten od płuc, a ten od wątroby, ten od palca lewego a ten od prawego. Te ciągłe rozmienianie wiedzy o człowieku na drobne doprowadziło do tego, że już mało który medyk potrafi spojrzeć na człowieka całościowo, holistycznie jak przyjęło się mówić. Z identycznym problemem mierzy się prof Sikorski i całe jego środowisko tocząc spory czym jest religia. Czy demonologia to jeszcze nie czy może jednak już religia. Ludzie ci doprowadzili do absurdu rzeczy proste i oczywiste dla każdego zdrowo i jasno myślącego człowieka. I tak jak lekarz współcześnie nie potrafi wyleczyć pacjenta z coraz większej liczby chorób tak i historyk patrzy i nie widzi. Jeżeli dodamy do tego celowe zakłamywanie odkryć archeologicznych, ich utajnianie lub celowe nie podejmowanie – vide choćby strona Wandaluzja odsądzonego od czci i wiary Prawdzica-Tella gdzie aż roi się od artefaktów pomijanych i odrzuconych przez zakłamaną naukę archeologii i historii /sytuacja identyczna jak odrzucanie wlewów dożylnych kwasu askorbinowego chorym na sepsę przez polskich tzw medyków, oczywiście w imię trzymania się procedur. Lepiej niech umrze w zgodzie z procedurami niż mielibyśmy postąpić wbrew przepisom stanowionym przez Izby Lekarskie/. Pan prof Sikorski również woli teoretyzować i popisywać się diagnozami w oparciu o jałowe dyskusje zamiast zacząć czytać runy. Już nie wspomnę o zajęciu się naukami ezoterycznymi, bo to już byłoby nazbyt wiele na głowę profesora, który przecież musi dbać o swoją katedrę żeby mu jej nie odebrali i pieniążków a i autorytetu nie zabrakło. Jakby pan prof trochę ezoteryki postudiował to może by pojął, że wszystko to JEDNO JEST. I tak jak wszystkie narządy składają się na człowieka i przy diagnozie stanu zdrowia nie można pomijać żadnego /co potrafi czynić lekarz w med chińskiej/ tak i świat w którym żyjemy składa się z części widzialnej i nie widzialnej i nie można osobno analizować religii a osobno demonologii i jeszcze przy tym z dala się trzymać od mitologii. Słowiańskiej rzecz jasna bo jakoś w katolicyzmie to nikomu nie przeszkadza współistnienie w jednym miejscu mitu o narodzinach Jezusa w stajence i trzech królach obok mszy i ofiary w postaci palonego kadzidła jak egzorcyzmowania osób opętanych przez demony. Jakoś tu nikt niczemu się nie dziwi, wszystko żyje obok siebie i się przenika ale jak już naukofcy zajęli się Słowianami to już rozebrali ich na atomy i się dziwują, że końcówek nie mogą złapać i w ogóle to ci Słowianie jacyś tacy głupawi i mizerni na tle wspaniałego Imperium Romanum. Miernoty.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s